czwartek, 7 grudnia 2017

Czterdziesta piąta zabłąkana gwiazda spada na ziemię...


Ślady powoli zacierają się w mojej świadomości
Pragnę je zatrzymać przy sobie - jeszcze nie czułam takiej miłości.

Zwiastun czegoś nowego, czy ukryte pragnienie?
Czuję tylko, że powoli rozbija się o ziemię...

Jestem gotowa? Już sama nie jestem przekonana. 
Wspomnienie to jedna tylko wspomnienie i powoli upada.

Zagubiona we własnym labiryncie myśli i śłów
Ciągle powtarzam tę jedną z wyuczonych mów.  *


Do końca nie zapomniałam. I naprawdę nie byłam pewna, czy to moje pragnienie czy jednak obawa przed. Nie mówiłam o tym Dryi, bo i po co, skoro to tylko sen. Takimi głupotami nie powinnam zawracać mu głowy. Wystarczy, że jedna osiwieję od nadmiaru myślenia. 
Czasami to nie dawało mi spokoju i musiałam odłożyć pracę na bok, nie mogąc sklecić niczego sensownego do artykułu. A przecież nie za to mi płacą. 

- Dobra, Dawid. Muszę ci coś powiedzieć, bo oszaleję. Ostrzegam, że to będzie brzmiało głupio. 
- Nie bardziej niż ja po alkoholu - przyszedł do pokoju i usiadł na łóżku. 
- Jakiś czas temu śniło mi się, że jestem w ciąży. Dość realistycznie. I teraz nie może się ten sen ode mnie odczepić. Mówię ci o tym, bo sama już nie wiem, czy to strach czy raczej coś innego. I chciałabym zapomnieć, tak jak wszystkie inne sny. Dla świętego spokoju to właśnie byłoby lepsze. 
- Zastrzeliłaś mnie - powiedział spokojnie. - Poważnie. Tego się nie spodziewałem. 
- Powiedz mi, co mam ze sobą zrobić. 
- Przestać do tego wracać. Bo Tośka, to, że to do ciebie wraca to jedno, ale drugie: pozwalasz temu czemuś wrócić. Może jak zacznie wracać, ty zacznij dla odmiany myśleć o czymś innym? 

Próbowałam wziąć sobie do serca (a raczej do mózgu) radę Dawida. Moim zamiarem było wprowadzenie jej w drodze do pracy. Miałam do oddania ważny tekst, ten "na wczoraj" i przy okazji chciałam wpaść do jednego sklepu. Iwona mówiła, że widziała tam torebkę, która mogłaby mi się spodobać. 
Tekst oddałam w zarządzie. Prezesa nie było, więc tylko go zostawiłam i ruszyłam na zakupy. Co jakiś czas łapałam się na tym, że ta natrętna myśl pojawiała się w mojej głowie i świeciła, jak jakiś gigantyczny neon. I nie miałam siły  nią walczyć w taki sposób. Spróbowałam ją pokonać z drugiej strony. 
Pozwoliłam sobie na to wyobrażenie. Ja z coraz większym brzuchem, uczucia kopania, jeszcze większy strach. 

Do centrum handlowego było już naprawdę nie daleko. Za to ja w swoim myśleniu wypłynęłam chyba na ocean. Straciłam całą orientację w tym, co się dzieje obok mnie. 
Aż w pewnym momencie zamknęłam oczy i nie mogłam ich otworzyć. 
Wewnątrz byłam zdezorientowana. Dlaczego nie mogę tego zrobić? A żeby było jeszcze gorzej - niczego nie słyszałam. Jakby mnie ktoś uwięził w klatce i przykrył ciemnym materiałem. Nie miałam pojęcia, czy jestem w stanie poruszyć chociaż małym palcem. Niczego nie czułam i to więzienie zaczynało mnie irytować. Szkoda tylko, że nie wiedziałam, jak się uwolnić. Co takiego się stało, że straciłam wszystkie najważniejsze funkcje? To też chciałam wiedzieć. 

Po dłuższym czasie coś zaczęło wracać. Najpierw powoli zaczęłam słyszeć, ale otwieranie oczu na razie nie wchodziło w grę. 
Jedyne, co słyszałam przez chwilę to to, że ktoś koło mnie jest, chodzi. Nic nie mówił, a w tle słychać było głośne pikanie. Dezorientacja była jeszcze większa, bo ostatnie, co pamiętam to ulica. Teraz już nic nie trzyma się kupy. 
Może kilka minut później, chociaż co do czasu pewna nie jestem, w miejscu, gdzie byłam pojawiła się jeszcze jedna osoba. Była blisko mnie, czułam jej dotyk. 

- Tosiek - usłyszałam. - Obudź się, proszę - słyszałam znowu. 
Dawid? Co tu się dzieje? Jestem w domu? Jakim cudem? I dlaczego jest załamany? Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. Zamiast tego chyba udało mi się poruszyć palcami i lekko uścisnąć dłoń Dawida. Odpowiedział tym samym. 
- Chyba cię z domu samej nie wypuszczę. Tylko się obudź. 
Robiłam wszystko, co mogłam, żeby otworzyć oczy i coś powiedzieć, ale nie mogłam. Nie od razu. 


Pierwsze, co zobaczyłam to ciemność. Znowu. Ale ta była inna niż poprzednia. Tutaj co jakiś czas pojawiało się światło w pokoju. To z okna. Ale nadal nie miałam pojęcia, gdzie jestem. 
Poruszyłam się niespokojnie i wyrwałam dłoń z uścisku Dawida, który ciągle tu był. 
- Tosiek - odetchnął. 
- Co tu się dzieje? 
- Miałaś wypadek. Kierowca nie zauważył cię na przejściu. 
- Nie pamiętam tego - pokręciłam głową. 
- Ej, nie podnoś się - zatrzymał mnie. - Bałem się, że się nie obudzisz. Idę po lekarza. 

Chwilę go nie było, a gdy wrócił towarzyszył mu starszy facet. Lekarz. 

- Miło panią widzieć. Nazywam się Tadeusz Jankowski i to ja zajmuję się głównie pani rekonwalescencją. Pamięta pani coś?
- Nic z tego, co się stało - przestraszyłam się, że mam problemy z pamięcią. 
- To normalne. Po jakimś czasie, gdy szok minie, powinna pani powoli sobie przypominać. Za chwilę zabierzemy panią na badania. To potrwa do pół godziny. Potem do rana gwarantujemy spokój. 

I tak było. Po badaniach przewieziono mnie na salę, gdzie na razie byłam sama. Po lekarzu i pielęgniarkach pojawił się Dawid. 

- Co ja narobiłam? - Zapytałam. - Nie, żebym cokolwiek pamiętała. Przecież wszystko było normalnie. 
- No było. Do momentu, aż auto cię nie potrąciło. Nawet nie wiesz, jak się bałem. 
- Powiedziałeś reszcie, prawda? - Jęknęłam. 
- Powiedziałem. Iwona i Krzysiek tu byli, ale wrócili. Dzwoniłem do nich, kiedy byłaś na badaniach. Jutro znowu wpadną.  Przestraszyłaś mnie. Nie wypuszczę cię samej z domu. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak łatwo mogę cię stracić.
- Gdyby było niebezpiecznie, nie weszłabym na ulicę. Nigdy tak nie robiłam i chociaż nie pamiętam, co się stało to nie sądzę, żebym specjalnie wpadła pod koła. 

Wysłałam Dawida do domu, żeby choć chwilę sam odpoczął. Zgodził się, ale obiecał, że przyjdzie rano. najwcześniej, jak będzie mógł. Zachciało mi się wylądować w szpitalu. 
Próbowałam sobie przypomnieć za wszelką cenę, co się działo tam na drodze, ale osiągnęłam tylko ból głowy. W tym przedziale czasu nadal czarna dziura, dlatego dałam sobie z tym spokój i spróbowałam zasnąć. 
Obudziły mnie pielęgniarki, gdy pojawiły się na sali sprawdzić, czy czegoś nie potrzebuję. Tuż przed lekarzem. 

- Mamy wyniki badań. Jak na potrącenie przez samochód ma się pani dobrze - powiedział facet. Przeglądał jakieś papiery. - Złamane dwa żebra, czego pani nie czuje. Leki przeciwbólowe. Poza tym wszystko ok.
- Ale nadal niczego nie pamiętam.
- Spokojnie. Wszystko sobie pani przypomni. Proszę dać sobie czas.  
Łatwo mu powiedzieć, naprawdę. 

Mój mąż pojawił się po całym zamieszaniu z obchodem. Jeszcze był sam. 

- Przywiozłem ci książki, których nie zdążyłaś ruszyć w domu, mam twój telefon. Czegoś jeszcze ci trzeba?
- Tak. Żebyś mnie przytulił - uśmiechnęłam się.
- Bardzo proszę - on zrobił to samo. Przytulił mnie i trzymał przez chwilę. Potem usiadł obok łóżka. 
- W ładny pasztet się wpakowałam. Już chcę do domu. 
- Chciałbym, żebyś wróciła, ale chcę też, żeby nic ci się nie stało. 
- Nic mi nie jest. 
 Rozmawialiśmy do czasu pojawienia się Ignaczaka. 

- Tosieńko - wpadł na salę. - Jak się czujesz, co? 
- W porządku. Cześć Krzysiu - pozwoliłam się przytulić. 
- Ale nas przestraszyłaś. 
- Obiecuję, że więcej tego nie zrobię - zaśmiałam się. 
- No ja mam nadzieję. Dryja bez ciebie by nie wytrzymał, my też. 

Obaj byli u mnie do chwili, kiedy musieli się zbierać na trening. 
Po ich wyjściu odetchnęłam, bo nie lubię aż tak być w centrum uwagi. Przez to jeszcze bardziej marzy mi się powrót do domu. Szybko poszło. Jestem tu może ze dwa niecałe dni, a już chcę wyjść. Te szpitale chyba mają coś takiego w sobie.  
 Wieczorem odbyłam jeszcze jedną rozmowę z lekarzem. Pierwsze pytanie, jakie w niej padło to to o wyjście do domu. Mężczyzna zaśmiał się szczerze i powiedział, że wyjdę, gdy tylko żebra przestaną mi dokuczać. A kiedy to nastąpi zależy tylko od nich. Dobre i to. 

Moi rodzice też się dowiedzieli, co się stało. Taty nie było w Polsce, ale zadzwonił do mnie zaraz po tym, jak o tym usłyszał. Wyjaśniłam mu, że wszystko dobrze, żyję, czuję się dobrze, ale jeszcze chwilę poleżę, bo padły mi dwa żebra. Martwił się i chciał wracać, żeby do mnie przyjechać. Próbowałam go przekonać, żeby tego nie robił, bo nie ma powodu, ale jak grochem o ścianę. Albo jak moimi słowami o Dawida. Chwilę po rozmowie ze mną zadzwonił gdzie trzeba i dał mi znać, że wraca na kilka dni i przyjedzie. 
Po nim zadzwoniła mama. Tutaj... już nie było tak wesoło. 
- Tosia, jak się czujesz dziecko? 
- Spokojnie mamo. Nic mi nie jest. Wyliżę się szybko. 
- Co ci się stało? Twój mąż powiedział tylko, że jesteś w szpitalu. I to takim tonem, jakby go to nie obchodziło!
- Uwierz, że obchodzi - wywróciłam oczami. - Jest u mnie cały czas, gdy tylko może.
- Jak to się stało?
- Kierowca nie zauważył mnie na przejściu i lekko mnie trącił. To wszystko. 
No dla niej nie wszystko. Wyolbrzymiła całą sprawę, jak zawsze. 
- A mówiłam, żebyś nie wychodziła za mąż? Mówiłam. A ty swoje. Gdyby nie to wszystko może po studiach wróciłabyś do nas. Byłabyś bezpieczna. 
- Przeginasz - wycedziłam przez zęby. 
- Wcale nie. Przyjadę i się tobą zajmę. 
- Nie. Nie chcę, żebyś przyjeżdżała. Nie po tym, co wygadujesz na temat Dawida i mojego małżeństwa. Nie chcę cię widzieć. 
- Jesteś niewdzięczna! Po tym wszystkim takie słowa do mnie? 
- Skoro ty możesz, to ja też. Do widzenia. 
 Rzuciłam telefonem na szafkę nocną odrobinę za mocno. Byłam wściekła. Nie mogła przepuścić okazji, żeby powiedzieć, co myśli o ślubie. Jakżeby inaczej. Jeżeli przyjedzie to nie ma czego szukać. Nie będę z nią rozmawiać dopóki nie zacznie akceptować tego, co zrobiliśmy. Koniec i kropka. Ta kobieta zawsze miała inną wizję mojego życia niż moja. Niekoniecznie lepszą, ale dla niej idealną. Teraz jak widać też ją ma, ale może zatrzymać tylko dla siebie. Ja jej nie chcę. 




















______________________________________
Witam wszystkich. 
Wreszcie jestem. Zamiast sielanki spowodowanej nowym członkiem rodziny mamy coś innego. 
Nie mogę pozwolić, żeby było słodko. Za bardzo bym się nudziła ;)
Kolejna część już niebawem. 
Do przeczytania! :* 
 







piątek, 18 sierpnia 2017

Czterdziesta czwarta zabłąkana gwiazda spada na ziemię...

Spałam dobrze, ale krótko. Nie mogłam nijak zasnąć z nadmiaru wszystkich wrażeń. Przyglądałam się śpiącemu Dawidowi. Kładł się szczęśliwy. Nie sądziłam, że ta wiadomość tak wiele zmieni w jego podejściu. 
Stało się szybko, szybciej niż myślałam. Dopiero zaczęłam pracę, ale zdążyłam sobie to ułożyć. Będę pracować do samego końca. To nie jest nic bardzo wymagającego, a samo siedzenie w domu doprowadziłoby mnie do szału. I prezesa prawdopodobnie też. Byłam ciekawa, jak to wszystko będzie się dalej rozwijać. 
Wieczorem powiedziałam Dryi, że moim rodzicom nie chcę mówić przez ten tydzień na pewno. Nie wiem tylko, jak im to przekazać. Nie mamy aż tyle wolnego, by się do nich wybrać, a mówić im przez telefon? O takich rzeczach w rozmowach telefonicznych się nie mówi. 
Przyznałam się, że wie już Iwona. Powiemy też Krzyśkowi gdzieś na dniach. Resztą rodziny będziemy się martwić później. 
Mam też obawy. Pierwsza ciąża. Jaką ja będę matką? Czy w ogóle sobie poradzę? Skąd mam to wiedzieć? To takie dziwne uczucie. Z jednej strony jestem szczęśliwa, a z drugiej się boję. 


Wytrzymaliśmy z tą nowiną kilka dni, zanim postanowiliśmy przekazać ją Krzyśkowi. 
Dawidowi włączył się instynkt opiekuna. Co kilka minut pytał jak się czuję, czy wszystko dobrze, czy dobrze się czuję, czy jest mi wygodnie. 
- Wszystko jest w porządku - wyprzedziłam go i odpowiedziałam, zanim zdążył zapytać. 
- Zaczynam być upierdliwy, prawda?
- Trochę. No dobra, coraz bardziej - roześmiałam się. - Jestem duża, sama sobie wiążę buty i w ogóle. Z tym też bym sobie poradziła. 
- Przepraszam - uśmiechnął się. 
- Dobra, dobra. Wracamy do normalności. 
- A da się wrócić? Tosiek, nie wiem. Po takiej wiadomości chyba nie. 
- Nie do końca, ale kilka dni temu ledwo powstrzymałam cię przed pójściem na ulicę i wrzeszczenie, że będziesz ojcem. Także może jednak trochę się da. 
- Ale nigdzie nie poszedłem. I chciałbym, żeby każdy wiedział, kto mi daje tyle szczęścia - popatrzył na mnie z uśmiechem. 
- Tylko mnie się tak trafiło z facetem, który tak się cieszy?
- Prawdopodobnie tak. Już ci mówiłem. Masz najlepszego męża na świecie. 
Trudno się z tym nie zgodzić. A wręcz jest to niemożliwe. 
- A to, to ja wiem bardzo dobrze. Teraz chodź, idziemy. Mamy ogłoszenie parafialne dla Ignaczaka. Trzeba jechać i to ogłosić. Ustalmy szczegóły. Ja pukam, ty mówisz - zaśmiałam się. 
- Jak w szkole. 
- Po prostu chcę usłyszeć, jak to mówisz. 

Pojechaliśmy do naszej rodzinki. Było jeszcze w miarę wcześnie, dzieci w szkole, bo to październik. Iwona z Krzyśkiem kręcili się po całym domu i chyba razem gotowali. W każdym razie - komicznie to wyglądało, bo jeżeli Iwona odeszła od garnków, podchodził Krzysiek i robił swoje. Kiedy przyjechaliśmy widzieliśmy to tylko dwa razy. Potem oboje usiedli z nami. 

- Co was ugryzło? - Zapytał Igła. - Po ślubie jeszcze tak poważni nie byliście. 
- Chcielibyśmy wam coś powiedzieć - zaczęłam. 
- Tosia i ja... zostaniemy rodzicami. 
Popatrzyłam na mojego męża oczami wielkimi jak piątki. Nie sądziłam, że wyrzuci taką amunicję już na sam początek. 
- No! I to jest wreszcie wiadomość! Gratulacje! - Ignaczak bardzo się ucieszył. - Naprawdę gratulacje. 
- Powtórzę to samo - Iwona szeroko się uśmiechała. - Nie trudno was sobie z dziećmi wyobrazić. 
- Dajcie nam jeszcze trochę czasu na przyzwyczajenie się do tego i oboje wpadniemy w szał bycia rodzicami - Dryja próbował żartować. 
- Jak zaczniecie kupować wózek, łóżeczko, zabawki i inne rzeczy to dopiero będzie. 
- Domu przynajmniej szybciej poszukamy. Chciałbym, żeby każdy miał swój kąt. Ale nie za duży, taki, jaki Tosi się spodoba. 
- A właśnie. Skoro już o niej mowa. Co nam tak zamilkłaś? 
- Zamyśliłam się trochę - ocknęłam się. - Już jestem. 
- Jeżeli chcecie, to wam pomogę z tym znalezieniem domu. Coś doradzę, pomogę w remontach - Krzysiek jak zawsze oferował pomoc. - Jak to mówią. Nikt nie spieprzy tego lepiej od Ignaczaka. 

Dorosłe życie jest naprawdę niebezpieczne. Tego mogę być całkowicie pewna. Same głupie rachunki, życie na własną rękę. Każda pułapka szybko łapie, a powoli puszcza. 
Dobrze, że znalazłam kogoś takiego jak Dawid. 




Obudziłam się. Było ciemno. Nie sprawdzałam godziny, ale wiedziałam jedno. To był sen. Sen, w którym dowiedziałam się o ciąży. Wszystko to było snem. Nie zgłaszałam się po badania, bo takich na pewno nie robiłam. 
Rzuciłam się z powrotem na łóżko. Oczywiście w miarę lekko, żeby nie obudzić Dawida, który z samego rana jedzie na pierwszy mecz wyjazdowy w tym sezonie. 
Jak dobrze pójdzie i uda mi się zapamiętać sen do rana, to zapiszę go gdzieś. Emocje w nim były tak realistyczne, że przez całe jego trwanie byłam pewna, że to prawda. 

Zasnęłam znowu chwilę po tym, jak się położyłam. Spałam już spokojnie do rana. A raczej do momentu budzika mojego męża. 

- Śpij, kochanie - roześmiał się. - Masz wolne. 
- A kto mi się z mężem pożegna, co? - Powoli się podniosłam. - To nic, że wracacie jeszcze dzisiaj wieczorem. Cały dzień cię nie będzie. 
- Odpoczniesz sobie trochę. 
No, na pewno. Z mopem w rękach. Znam siebie aż za dobrze. 
Wybuchnęliśmy śmiechem. Jak widać, Dawid też już mnie przejrzał. 
- Dobra. Wstawaj, a ja idę robić śniadanie. 
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Śniadanie było gotowe chwilę po tym, jak Dryja się ogarnął do wyjścia. 

- Powodzenia dzisiaj - przytuliłam się do niego. On też mnie przytulił. 
- Nie spędź całego dnia na sprzątaniu. Pomyśl o sobie - pocałował mnie mocno. 
- Postaram się - odpowiedziałam na pocałunek. 
- Kocham cię, Tosiek.
- Ja pana też. Nie bardzo mam inne wyjście. 
- Wcale nie masz wyjścia - zaśmiał się. 

Po jego wyjściu zdałam sobie sprawę z tego, że powoli ten sen zaciera się w mojej pamięci. Pamiętam coraz mniej i mniej. Wzruszyłam ramionami. To tylko sen. Nic więcej. 





















__________________________________
Ups! Namieszałam sporo, prawda? 
Tylko mnie nie mordujcie. Na wszystko jeszcze przyjdzie pora. 
Ściskam mocno, 
Dark :* :*

środa, 9 sierpnia 2017

Czterdziesta trzecia zabłąkana gwiazda spada na ziemię...

W udowadnianiu czegoś innym ludziom mogę nazwać się mistrzynią. Teraz pracowałam nad tym, aby pokazać każdemu, że zasłużyłam na tę pracę. Bez przesady oczywiście, bo chciałam mieć też życie prywatne. 
Tydzień temu minęły dwa pierwsze miesiące od ślubu. Poszły zadziwiająco gładko i dobrze. Wygląda na to, że oboje jesteśmy szczęśliwi. Nikt nie żałuje podjętej decyzji. Zgodziłam się na kupno domu, ale chwilowo to odłożyliśmy. Nie było po prostu czasu jeździć i szukać czegoś nowego. 
Stojąc w korku w sobotni poranek właśnie o tym myślałam. Dawid śpi jeszcze zadowolony, a ja musiałam wstać i pojechać odebrać wyniki badania krwi. Nie spodziewałam się niczego złego, a badania wykonywałam jak zawsze - tylko kontrolnie. Zazwyczaj zajmowało to tylko kilka minut. Miałam nadzieję, że tym razem też tak będzie i szybko wrócę. Chciałam się jeszcze położyć spać. 

- Pani Antonino, zapraszam do gabinetu na chwilę - jakie było moje zdziwienie, gdy usłyszałam te słowa. 
- Coś nie w porządku?
- Nic strasznego się nie dzieje, nie wykryliśmy żadnej choroby, jeżeli o to pani pyta. Za to okazało się coś innego. Jest pani w ciąży. 
Zrobiłam naprawdę zdziwioną minę, bo doktor zaśmiała się krótko i pokazała mi wyniki badań. 
Ja będę miała dziecko. Dawid i ja będziemy mieli dziecko. 

Nie powiedziałam już nic do końca wizyty. W szoku wyszłam na zewnątrz i spróbowałam zadzwonić do Dawida, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie mogłam mu o tym powiedzieć przez telefon. 
Zamiast do niego zdecydowałam się zadzwonić do Iwony. 

- Tośka? Nie śpisz? 
- Odbierałam badania. Mogę wpaść na chwilę? 
- No pewnie. Stawiam wodę na herbatę. 
- Dzięki. Niedługo będę. 

Teraz skutecznie odechciało mi się spać. Potrzebowałam tylko rozmowy z kimś, bo mam tyle myśli w głowie, że chyba oszaleję. 
Cieszę się, bo nie stało się nic, czego bym się miała obawiać, ale jestem przerażona tym, że tak szybko. Dopiero znalazłam pracę, niedawno wyszłam za mąż... 

- Ducha zobaczyłaś? Czego się tak boisz? - Takimi słowami przywitała mnie Iwona. 
- Krzysiek też jest w domu? 
- No nie. Chwilę temu wysłałam go na zakupy. 
- Nie wpadłam na długo. Muszę się tylko wygadać i zmykam do domu. 
- Co się stało? - Przyniosła mi herbatę. 
- Dzięki. Tylko nikomu nie mów jeszcze. Odbierałam dzisiaj te badania i chciałam najpierw powiedzieć Dawidowi, ale to muszę dobrze rozegrać. Iwona, ja jestem w ciąży. 
- Wspaniała wiadomość! - Przytuliła mnie mocno. - Tosia, to cudownie. 
- Przeraziło mnie tylko to, że tak szybko to się stało. 
- Nic złego! Ciesz się, bo naprawdę nie masz się czym martwić. Możesz na mnie liczyć. Ale najpierw przekaż tę nowinę swojemu facetowi. Nie ma innego wyjścia, jak tylko się ucieszyć. 
- Zobaczymy. 
- Lepiej ci, że komuś powiedziałaś? 
- Trochę lepiej. Naprawdę dziękuję za wsparcie - uścisnęłam jej dłoń. - Zbieram się. Trzeba jeszcze ojcu przyszłemu powiedzieć. 

Pojechałam do domu. Zastałam Dawida kręcącego się po mieszkaniu. 

- Cześć - uśmiechnęłam się, powstrzymując się od podrygiwania w nerwach. 
- Dzień dobry - też się uśmiechnął i podszedł do mnie, żeby mnie pocałować. - Jak tam badania? 
Mimowolnie się spięłam słysząc to pytanie. 
- Chyba dobrze.
- Co się stało Tośka? Mów. 
- Siadaj. Muszę ci coś powiedzieć. 
- Co wyszło na tych badaniach? - Przestraszyłam go. 
- Zrobili mi wcześniej badania krwi. Wiesz, tak jak zawsze. W wynikach wyszło, że chyba w tym domu będzie nas więcej - uśmiechnęłam się niepewnie. 
- Ale... - był w szoku. - Czyli będziemy mieli dziecko? Naprawdę? 
- Tak - powiedziałam powoli. 
Sekundy przeciągały się w nieskończoność, kiedy czekałam na jego reakcję. Próbowałam wyczytać coś z jego twarzy, ale nie mogłam znaleźć nic. 
- Tośka! - Przytulił mnie nagle. - Będę tatą! 
- Będziesz - odetchnęłam z ulgą. 
- Zaraz wybiegnę na ulicę i powiem o tym wszystkim!
- Teraz już mam wrażenie, że słyszał cię cały blok - roześmiałam się. - Ulicę sobie jeszcze odpuść. Bałam się, że się nie ucieszysz. 
- Dlaczego? Przecież chciałem od początku, żebyśmy mieli dzieci. Naprawdę się cieszę. A to nawet mało powiedziane. Jestem cholernie szczęśliwy - przytulił mnie jeszcze mocniej. 






















___________________________________
Wahałam się. Denerwowałam się. Nie mogłam pisać. I tak w kółko. 
Powróciłam do żywych po dość długim czasie. 
Jesteście tu jeszcze? :)

niedziela, 21 maja 2017

Czterdziesta druga zabłąkana gwiazda spada na ziemię...

Zadziwiająco łatwo przychodziło nam życie jako małżeństwo. Przyznaję, że jako para mało się kłóciliśmy, nie było wielkich wybuchów. Jednak teraz to też mnie zaskakiwało. 
Dawid wrócił na treningi. Ja sporo czasu spędzałam w domu. Ignaczakowie i on wciąż próbowali namówić mnie na wzięcie pracy w Resovii, ale nie dałam się ruszyć. A co za tym szło - pracy dalej nie miałam. Były momenty, że żałowałam pójścia na taki kierunek. No bo teraz za nic nie mam siły przebicia. Najwięcej tego gadania musiał słuchać Dryja (biedny). Jednak radził sobie z tym i zawsze poprawiał mi humor. 

Dzisiaj już wyszedł na trening. Jutro mecz, więc trenują z rana na hali. Już miałam powtarzać stały rytuał, czyli kuchnia, herbata w kubku i laptop na blacie, kiedy do mieszkania niespodziewanie wrócił Dawid. 
- Czego tym razem nie wziąłeś?
- Mam wszystko - wszedł do kuchni. - Ubieraj się. 
- A ja po co? - Spojrzałam na niego zdziwiona. 
- No już! - Podniósł mnie. Poszliśmy do sypialni. 
- Hej! Postaw mnie wariacie! 
- Ubieraj się - wykonał mój rozkaz. - Kowal powiedział, że masz się pojawić i koniec. 
- No nie - jęknęłam. - Co mu nagadaliście?
- Wszystko sam zaproponował. Musisz pójść. 
- Uduszę was - zaśmiałam się. - Ciebie w pierwszej kolejności! 
- A to dobre - roześmiał się. - Przebieraj się, ja popatrzę. 
- Za takie coś powinnam ci zabronić. 
- Przecież nie dostajesz tej pracy za to, że jesteś ze mną. Podsunąłem Kowalowi twój wywiad z nim, kilka innych artykułów. Sama sobie na to zasłużyłaś.
- Ale mówiłam wam, że jak dostałabym teoretycznie tam pracę, to wszyscy będą mówić, że tylko za znajomości, a sama nic bym nie osiągnęła. 
- Osiągnęłabyś, bo jesteś piekielnie inteligentna. Trochę z tobą jestem i mogę to stwierdzić. No już! Nie myśl nad kolejnymi powodami! 

Zamknęłam dziób i się przebrałam. Nie poszedłby beze mnie. Ciekawe tylko, czy na pewno Kowal nie chce ze mną rozmawiać dlatego, że to Dawid go o to poprosił. Zobaczymy. 
Zabrałam przygotowane swoje CV (bo Dryja się uparł, że muszę je wziąć) i wyszłam z nim z tego mieszkania. 
Nie chciałam pracy w Resovii nie dlatego, że by mnie nie satysfakcjonowała. To byłby szczyt marzeń, ale nie chcę, żeby potem wszyscy myśleli, ze zdobyłam ją poprzez znajomości. 

Na halę nie było daleko, więc się przeszliśmy. Dawid przez wejście do biura poprowadził mnie na spotkanie z Andrzejem Kowalem i prezesem. Nawet nie miałam czasu się zdenerwować przed rozmową, tak szybko to się działo! 
- Zostawiam cię - przytulił mnie mocno. - Poczekasz na mnie później chwilę?
- Przyjdę na halę, jak skończę. 
- Do zobaczenia - pocałował mnie. 

Odetchnęłam głęboko i zapukałam do drzwi. 
- Dzień dobry - przywitałam się. 
- Dzień dobry - Kowal siedzący sam w pomieszczeniu się do mnie uśmiechnął. Podniósł się i podszedł do mnie. - Andrzej Kowal. 
- Antonina Dryja - podałam mu dłoń do uścisku. 
- Cieszę się, że jesteś. Dawid mówił, że z ciebie uparciuch, ale spróbuje cię tu przyprowadzić. 
- Nie wyszedłby na trening, jeżeli nie wybrałabym się z nim. Nie miałam wyjścia. 
- Dlaczego tak się opierasz przed pracą tutaj? 
- Bardzo bym chciała, ale po prostu mam wrażenie, że podniosą się głosy o znajomościach. 
- Czytaliśmy twój wywiad, śledziliśmy kilka innych. Jeśli ktoś będzie miał coś takiego do powiedzenia, po przeczytaniu tego zmieni zdanie. 
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie - do pomieszczenia weszła jeszcze jedna osoba. - O! Już pani jest! Cieszę się bardzo. To co? Szybka decyzja - usiadł za biurkiem. - Chce pani u nas pracować? 
- Oczywiście, że chce - Kowal mu odpowiedział. 
- Proszę się nie obawiać, wiem mniej więcej na co panią stać. Bardzo dobrze pani sobie radzi, a ja potrzebuję takich ludzi na pokładzie. Mam nadzieję, że naprawdę się pani zgadza. 
- A jakie byłyby moje obowiązki?
- Wywiady po meczach, od czasu do czasu przesłanie czegoś na naszą stronę internetową. To najważniejsze. Mogę mieć pewność, że sobie pani poradzi. 
- Kiedy miałabym zacząć? 
- Od przyszłego tygodnia. W poniedziałek podpiszemy z panią umowę i można zaczynać.

Razem z trenerem po tej szybkiej rozmowie poszłam na halę. Nie spodziewałam się, że w taki sposób i właśnie tak bardzo szybko sprawa się rozwiąże. Okazało się, że ani Dawid ani Krzysiek nie maczali w tym palców i nie prosili o nic. Kowal sam zapytał Dawida, czy mam już pracę, bo potrzebują dziennikarza. Z ich inicjatywy to się odbyło, a Dryja miał mnie tylko przekonać do przyjścia. I w taki oto sposób będę miała moją pierwszą pracę. 
Nie ukrywałam, że jestem szczęśliwa - zmora z poszukiwaniem czegoś do roboty została zażegnana. I wygląda na to, że jestem winna mojemu mężowi przeprosiny. 

- Słyszałem od Dawida, że ktoś tu się wreszcie zgodził na pracę u nas - Ignaczak przysiadł się do mnie po treningu. - Dało się? 
- No dało - roześmiałam się. - Chciałam na was krzyczeć, bo byłam pewna, że to wy mi ją załatwiliście.
- Tosia - szturchnął mnie. - Jestem stary, ale jeszcze trochę do zobaczenia na tym świecie mi zostało. Nie chciałbym zginąć z twojej ręki. Poza tym, świetnie sobie radzisz sama. Ty zdobyłaś tę pracę i możesz być z siebie dumna. A i Dawid będzie miał spokój od twojego lamentowania. Wszyscy szczęśliwi. 












______________________________
Witam się po katastrofalnie długim czasie. Jest krótko, ale obiecać mogę, że będzie się działo w następnym.
Przepraszam Was za tak długą nieobecność. Muszę to nadrobić. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Do szybkiego następnego!
Buziaki :* :*

sobota, 4 lutego 2017

Czterdziesta pierwsza zabłąkana gwiazda spada na ziemię...

Jeszcze tego samego wieczoru pożegnaliśmy się z Krakowem i pojechaliśmy na lotnisko. Całą drogę tam Dryja wypytywał mnie dokąd jedziemy, ale trzymałam się dzielnie. Dopiero przed wylotem powiedziałam mu, że punktem kolejnym naszej wycieczki jest Lwów. Cieszył się tak samo, jak ja. 
W samolocie oparłam się o ramię Dawida, co ten przyjął z satysfakcją. Przy odprawie stwierdził, że jakiś facet bezczelnie się na mnie gapił. W samolocie zresztą też. A taka deklaracja go odepchnęła. 

Niemal od razu po przylocie do Lwowa poszliśmy coś zjeść. Podobało mi się to, że byliśmy tacy szczęśliwi, nie myśleliśmy o niczym innym. Teraz siedzenie i patrzenie na to, jak Dawid się uśmiecha nawet przy tak prostej czynności, jak zamawianie jedzenia było dla mnie wszystkim. 

Przez sześć dni zwiedzaliśmy po trochu miasto. Tak dużo czasu z moim facetem nie spędziłam już dawno! I mimo, że każdą godzinę spędzaliśmy razem, to nic nas nie nudziło. Nie mieliśmy siebie dosyć. Martwiło mnie tylko, że w Rzeszowie nie będzie aż tak dobrze. 
Ostatni wieczór we Lwowie spędziliśmy na romantycznej kolacji. Odstawiliśmy się lepiej, niż gwiazdy filmowe i wyszliśmy z hotelu w towarzystwie gadania mojego męża, że może zostaniemy i od razu przejdziemy do rzeczy. Im dłużej będzie czekał, tym lepiej. Nie ma tak, że wszystko dostaje od razu. 

- Tydzień już jesteśmy zaobrączkowani - Dawid patrzył na mnie już dłuższą chwilę. - A ja się czuję tak, jakbym siedział tu z tobą na pierwszej randce i zastanawiał się, skąd taka dziewczyna wzięła się w moim towarzystwie i jak tego dokonałem. 
- Masz to szczęście, że to twoja żona - roześmiałam się. - To jej się cholernie poszczęściło, a facet z niej nie zrezygnował. Ale powiedz. Nie masz mnie dość jeszcze? Codziennie mnie widzisz, ze mną rozmawiasz... 
- Problem w tym, że kiedy mówiłem o uprowadzeniu cię i nieoddaniu mówiłem poważnie. Tosiek, z tobą mam ochotę na wszystko! A teraz... chciałbym pozbyć się tej twojej sukienki - mruknął. - Ale poczekam jeszcze chwilę. 
Uśmiechnęłam się pod nosem. Na nikogo nigdy tak nie działałam. Wariat. 
- Nie masz wyjścia. Nie zgadzam się na publiczność. 
Roześmiał się głośno na moje słowa. 
- Nie chce mi się wracać jeszcze. Dobrze, że mamy jeszcze kilka dni dla siebie. I tym razem to ja mam niespodziankę. 
- I tak długo wytrzymałeś - zaśmiałam się. - Podziwiam w pewnym sensie. Ale nie wytrzymasz teraz i nie dasz mi się cieszyć zwycięstwem. 
- Ale cieszysz się, Pchełko moja. Już tydzień. I byłbym zapomniał, ale mam jeszcze dla nas poważny temat. 
- Zamieniam się w słuch - nachyliłam się i oparłam o stolik łokciem.
- Co ty na to, żebyśmy kupili dom? 
- Ale jest nas na razie dwójka. 
- Mimo to dom to zawsze jakaś pewność, nie? Chyba, że nie chcesz. 
- Nie o to chodzi. Byłoby super. ale co, jeśli będziesz chciał zmienić klub? 
- Nie wszystko musi być pod karierę. Na razie zostaję. Ale miałem taką wizję. Ciebie i domu. Taka pewność. No i jest jeszcze kwestia naszej rodziny, Tośka. 
- Jak to dumnie zabrzmiało, panie Dryja - uśmiechnęłam się. - Jakie poważne deklaracje. 
- Nie inaczej - też się uśmiechnął. - Uda nam się - złapał mnie za rękę. 
- Dopóki jesteśmy razem.
- Ty mi ją założyłaś - wskazał na swoją obrączkę. - I tu zostanie. 
- Ja nie wracam do żadnego Rzeszowa - westchnęłam. - Tam nas dopiero rzeczywistość dopadnie. Nie będzie kolorowo. 
- A ja ci pokażę, że będzie! Masz zajebistego męża. 
- Trudno się z tym nie zgodzić. 

Zjedliśmy w spokoju kolację i powoli zbieraliśmy się do wyjścia. Wcześnie rano wylatujemy i pasuje... spróbować się wyspać. 

- Tośka - jęknął. Szedł za mną po schodach. - Ja dłużej nie wytrzymam. Tak mi kręcisz tymi bioderkami przed nosem... 
- To się nie patrz - zaśmiałam się. 
- Ja mogę, bo są twoje. A ty jesteś moja - powiedział. 
- Chodź, chodź, bo za chwilę spłoniesz na tym korytarzu przed drzwiami do pokoju - zaśmiałam się. 
- Spłonę dopiero wtedy, jak otworzysz te drzwi i będę mógł wreszcie zdjąć tę sukienkę. Zasłania mi - ustawił się dokładnie za mną i położył mi obie dłonie na biodrach. 
- Rozpraszasz mnie - powiedziałam cicho. - I drzwi otworzyć nie mogę. 
- Mam ci pomóc? - mruknął tuż przy moim uchu. Prawie wszystko wypadło mi z rąk. Nachylił się i pocałował mnie w szyję. 
Udało się wreszcie. Ale zaraz, jak tylko weszliśmy do środka Dryja nie wytrzymał. 
- Chcesz tego tak bardzo jak ja? - Patrzył mi w oczy. 
- Nie pytaj o oczywiste - przysunęłam się jeszcze bardziej do niego. 
- Chciałem to usłyszeć - zaśmiał się. I szybko mnie pocałował. 
Przyznaję, że coraz sprawniej mi idzie pozbawianie go koszuli. W te kilka dni zdążyłam to opanować już prawie do perfekcji. 
Nie minęła chwila a jego koszula i moja sukienka leżały na podłodze. Dryja odsunął się na chwilę. Jednym ruchem podniósł mnie i przyparł do ściany. Westchnęłam zaskoczona i spojrzałam mu w oczy.
- I co dalej? - Zaśmiałam się cicho. On też. 
- Nie zdradzę ci planu - powiedział i znowu mnie pocałował, przygryzając moją dolną wargę. - Sama musisz go odkrywać powoli. 
Z tym facetem szaleństwo i obłęd murowane... 

Obudziło mnie to jego "Pchełko, wstawaj". Ubzdurał sobie to i tak będzie teraz do mnie mówił. Ech... 
Otworzyłam powoli oczy. To była długa... i bardzo ciekawa noc. Zasnęłam dopiero dwie godziny temu. 
- To już? - Zapytałam zaspana. - Która jest?
- Po siódmej - pocałował mnie w czoło. 
- A dokąd nam się tak spieszy?
- Tyle razy mówiłaś o bezludnej wyspie. No to tam pojedziemy. 
- A poważnie? - Gapiłam się na niego dziwnie. 
- To jest poważnie - podniósł się. Ja też. 
- I tak się nie dowiem. Nie pytam - wstałam z łóżka i poszłam szukać czegoś do ubrania. Teraz to on gapił się na mnie. 

Na lotnisku dowiedziałam się tylko, że wracamy do Polski, ale dokąd dokładnie to nie chciał mi powiedzieć. Przywykłam. Pozostało mi tylko czekać na zakończenie tej niespodzianki. 

No i zabrał mnie do Gdańska, w sam środek zatoki. Zdziwiłam się i to bardzo. Bo jak tutaj może być bezludna wyspa? Otóż może. On to sobie wszystko zaplanował. Do końca dnia ogarnęliśmy się w pokoju, położyliśmy się. Miałam nadzieję, że będę mogła tak spać do rana, ale nad ranem Dawid obudził mnie i powiedział, że się zbieramy. 
Zabrał mnie nad samo morze. O czwartej nad ranem. 
- Masz morze, piasek no i trochę wiatru. Nie ma ani jednej palmy, za co cię przepraszam. Ale ludzi też tu nie ma. Oprócz mnie. Jak chcesz to zniknę. 
Zatkało mnie. Ze wzruszenia, bo ja tak biadoliłam o tej wyspie... i nie sądziłam, że ktoś kiedyś spełni to moje gadanie. A tutaj... 
- Zostań - przytuliłam się do niego mocno. - Dziękuję. 
- Żeby tak zawsze się wszystko nam udawało. 

Trzy dni trwała nasza zabawa w "bezludną wyspę", którą zakończyliśmy spacerem po plaży. Przerażał mnie powrót do rzeczywistości. Bałam się tego, że tu przyzwyczaiłam się do czasu spędzanego razem zawsze, do rozmów o każdej porze. A Rzeszów? Dawid wraca do treningów, ja do szukania pracy. Znacznie mniej czasu dla siebie. Ale zaraz! Nie ma co narzekać! Jak oboje będziemy się starać, to wszystko się uda! 
Sądny dzień nieubłaganie nastąpił i wracaliśmy do Rzeszowa. Naładowani energią, jak nigdy. 
Iwona wysłała po nas Krzyśka na Jasionkę. Czekał na nas i szeroko się uśmiechał. 
- Żyjecie! - Ruszył w naszą stronę. - Jak tam? Nie zamęczyliście siebie nawzajem? 
- Jeszcze nie - ściskałam go. - Miło cię widzieć. 
- No was też - roześmiał się. - Chodźcie młodzi. Iwona i ja was zapraszamy do nas na chwilę. Chyba, że padacie, jak muchy.
- Wyspaliśmy się za wszystkie czasy - Dryja zażartował i złapał mnie znowu za rękę. 
- Bo ci uwierzę - Igła zaśmiał się cicho. - Chodźcie. 

- Jesteście! - Iwona już w progu nas ściskała. - Jak było? Bo ja po minach wnioskuję, że wspaniale. 
- I to jak! - Uściskałam ją mocno. - Jak się czujesz? 
- A nawet dobrze. 
- Lekarz mnie pochwalił za opiekę - Igła nie wytrzymał. - Mogę być dumny. 
Iwona nie pozbyła się tej choroby jeszcze. Ale walczy i idzie jej dobrze. Szanse ma bardzo duże. 
Wypiliśmy u nich po kawie i herbacie. Chwilę porozmawialiśmy, ale pasowało wreszcie zajrzeć też do mieszkania. W końcu chwilę nas tam nie było. Oczywiście do środka też zostałam wniesiona na rękach. 
- Ja ci mówię. Więcej noszenia, a przepuklina będzie podstawą do rozwodu.
- Już chcesz? - Zaczął się śmiać. - Poczekaj, może straty się zwiększą i szybciej go dostanę. Ale poważnie, Tosia. Nie pozwolę nam na żaden rozwód, wiesz? Za bardzo cię kocham. Wiem, że będę robił różne głupie rzeczy, ale przez żadną z nich nie chcę cię stracić. 
- Ja ciebie też nie chcę. Kocham cię. 










































_______________________________________
Witam :)
Jestem świeżo po sesji i ledwo kontaktuję, ale mam nadzieję, że żadnych błędów nie popełniłam :P
Bardzo długo nic nie dodawałam i czuję wewnętrzny głód. Teraz dwa tygodnie wolnego. Będę Was rozpieszczać :)
Zróbcie hałas! Podoba się? :*
Buziaki :* :* :* 

środa, 14 grudnia 2016

Czterdziesta zabłąkana gwiazda spada na ziemię...

Nad ranem niektórzy goście zaczęli się powoli zbierać. Nie pomogły namowy, by jeszcze chwilę zostali. Ze śpiącymi dziećmi i tak byśmy nie wygrali. 
Ignaczakowie i my opuściliśmy miejsce zabawy jako ostatni. Dopilnowaliśmy, aby na kolejne kilka godzin zabawy było czysto i żeby wszystko znów było idealnie ustawione. 
Kiedy pojawiliśmy się w domu Krzyśka i Iwony nawet nie było czasu, żeby się położyć choć na chwilę. Nie znosiłam kawy, ale w takiej chwili wydawała się dla mnie wybawieniem. Nasypałam całkiem sporą ilość cukru do kubka. Pozostała trójka przyglądała mi się z zaciekawieniem.
- Może ja jej drzwi do łazienki otworzę? Bo jeszcze się okaże, że nie wypije.
- Sama sobie poradzę, Krzysiek - roześmiałam się. I jednocześnie skrzywiłam, bo właśnie upiłam pierwszy łyk. 
- Zamiast męczyć się kawą, może pójdziemy spać? - Zasugerował mój mąż. - Czuję się tak, jakby mnie walec przejechał. 
- Bardzo chętnie bym to zrobiła, ale nie przejdzie.
- Ewentualnie trochę się spóźnimy. Albo nie przyjdziemy wcale. 
- Już ja was z domu wyciągnę - Igła na nas popatrzył. - Wytrzymacie jeszcze parę godzin. Później macie cały tydzień spokoju.  
- Daj tę kawę - Dawid wyciągnął mi kubek z dłoni. - Nie pij tego. 
Byłam zmęczona całym dniem i poprzednią prawie nieprzespaną nocą. Marzyłam o zamknięciu oczu i zdrowym śnie z Dryją gdzieś z daleka od zabaw, ale jeszcze jeden dzień przed nami. Na szczęście wieczorem zrywamy się wcześniej. Czeka moja niespodzianka. Jak myślicie? Dawid jest zachwycony tym, że nie wie? Bardzo. Nie zdziwiłabym się, gdyby przeszukał całe mieszkanie w poszukiwaniu choć małej wskazówki. Nic z tego. Na Krzyśka i jego pomysły zawsze można liczyć. 


- Dlaczego ty wyglądasz tak pięknie, a ja ledwo trzymam się na nogach? - Stanął za mną. Nasze uśmiechnięte odbicia patrzyły na nas z dużego lustra w moim dawnym pokoju. - I wciąż nie miałem czasu, żeby się tobą nacieszyć. 
- Jeszcze będziesz go miał aż za dużo - odwróciłam się do niego. 
Dzisiaj znowu był w białej koszuli i czarnych spodniach od garniaka. Nie założył krawata ani muchy, a rękawy podwinął aż do łokci. Wyglądał tak, jak zawsze - czyli po prostu nieziemsko. 
- Gdybyśmy się spóźnili - przysunął się jeszcze bliżej. - To nic by się nie stało. 
Byłam skłonna się zgodzić, zwłaszcza, jak mówił do mnie takim głosem. I był po prostu Dawidem. 
Jeden pocałunek. Wszystko zniknęło. Pod wpływem jego natarczywości niemal ugięły się pode mną nogi. Chwyciłam się mocno mojego męża i odpowiadałam na każdy pocałunek.
- Dzieciaki gotowe? - Usłyszeliśmy pukanie do drzwi i Krzyśka, który nas wołał. Oderwaliśmy się od siebie niechętnie. - Zanim zdemoralizujecie mi cały dom jedźcie jeszcze na kawałek swojej imprezy chociaż. 
- Nastawiłem się na dobry finał, a tu przychodzi Krzysiek.
- Jak zawsze w odpowiednim momencie - zażartowałam. 

Znowu pasowało, żebyśmy się pojawili tam wcześniej niż wszyscy, co się udało. Przywitała nas pusta sala. 
- Mogliśmy jeszcze trochę posiedzieć w domu...
- I tak byś nie zdążył - Igła usłyszał, co Dawid do mnie powiedział. 
- Krzysiek! - Skarciłam go. No co za psychol! - Ty weź się zajmij sobą, a nie nas po ślubie podsłuchujesz. 
- Wcale nie chciałem! To Dawid tak głośno mówi. 
Pokręciłam głową. Z nim się nie da kłócić, jak jest się tak potwornie zmęczonym człowiekiem. 

Pierwsi goście zaczęli się zjawiać niedługo po nas. Zabawa zaczynała się na nowo. Z tym, że dzisiaj już nie rzucaliśmy się tak bardzo w oczy wszystkim. Już chyba każdy oswoił się z myślą, że jesteśmy małżeństwem. No dobra, prawie każdy. Z wyjątkiem mojej biednej mamy. Czy nadal uważa, że to za wcześnie? Nie mam pojęcia, bo od tej pamiętnej "imprezy" z nią w roli głównej nie chciałam zbyt często rozmawiać z nią o moim życiu. Sama podejmuję decyzje i kiedyś sama za każdą odpowiem. 
Ale dzisiaj nie chciałam o tym wszystkim myśleć. To był nasz drugi dzień, w którym mieliśmy się bawić. I zaczynać bycie szczęśliwymi. 
Było o wiele mniej chaosu. Mogliśmy spokojnie posiedzieć, pogadać, ale nie sam na sam. Gdzie by nam ktoś pozwolił. To jednak było miłe. 

Wieczorem pożegnaliśmy się ze wszystkimi i życzyliśmy im dalszej udanej zabawy. Bo na nas już pora. Ignaczak miał nas zawieźć po rzeczy i na lotnisko. 
- No młodzi! Chwila dla was nadeszła! 
- Nie, żeby coś, ale nareszcie - Dryja zaczął się śmiać. 
Pod domem Ignaczaków zostawili mnie samą w samochodzie, a obaj poszli po nasze walizki. Bilety leżały już bezpiecznie w mojej torebce, którą miałam przy sobie. Ich dwóch nie było tylko kilka minut. Po ich powrocie, wtarganiu walizek do auta mogliśmy jechać dalej. Na Jasionce byliśmy w jakąś godzinę. 

- Bawcie się dobrze - Krzysiek nas ściskał. - A ty się opiekuj naszą małą Tośką.
- Jasna sprawa - Dawid się uśmiechnął. 
- Jedź ostrożnie - pocałowałam Ignaczaka w policzek. - Dziękuję.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia! 
I tyle go widzieliśmy. 
- No to co, małżonko? Teraz mi powiesz? 
- Na jeden dzień jedziemy do Krakowa. Reszty się jeszcze nie dowiesz. 
- Wysyłasz nas do Krakowa... zaraz moment. Sentymentalna Tośka. Już wiem. 
- No to słucham - zaśmiałam się.
- Jak się tak do mnie przytulałaś, zaraz po tym, jak odkleiłem cię od ławki, powiedziałaś, że mnie kochasz. Pierwszy raz.
Strzał idealny... 

Lot był krótki i nici ze spania. Za to na miejscu totalnie wszystko mi przeszło. 
Dawid rzucił obie walizki w przejściu, a mnie podniósł. I tak dotarliśmy aż do łóżka. 
- No wreszcie - uśmiechnął się i delikatnie postawił mnie na ziemi. - Teraz wreszcie mogę zrobić to, do czego zabierałem się wcześniej.
- A ja ci w tym pomogę - już zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. 
Tym razem nikt nie pukał do drzwi, kiedy pozbywał się sukienki. 
Wylądowaliśmy na miękkim łóżku. Całowaliśmy się jak szaleńcy, którzy nie widzieli się dobrych parę lat. Jego dotyk sprawiał, że płonęłam i chciałam, by to trwało.
Skutecznie wybił mi z głowy spanie. Teraz byłam rozbudzona na każdym polu. Leżąc obok niego bawiłam się jego dłonią, na której miał założoną obrączkę. Sama jeszcze dziwnie się z nią czułam. Tak, jak ze świadomością, że ma zostać ze mną do samego końca. 
- Idziemy na miasto? - Zaproponowałam nagle. 
- Zbierajmy się - usłyszałam jego śmiech. 
No i się udało. Poszliśmy tam znowu. Było coraz mniej ludzi, bo to już późne godziny, ale to nawet lepiej. Mogłam do woli gapić się na rynek zatrzymana w objęciach mojego faceta. 

Wróciliśmy i od razu poszliśmy spać. Teraz nikt nie protestował, bo zmęczenie znów o sobie przypomniało. Przespaliśmy przedpołudnie i południe. W każdym razie ja na pewno. Obudziłam się, chcąc się przytulić do Dryi, ale go nie znalazłam. Otworzyłam szerzej oczy i odwróciłam się na drugi bok. Siedział na krześle z szerokim uśmiechem, patrząc na mnie. 
Szybko ogarnęłam się w łazience, przebrałam w coś, co prawdopodobnie jeszcze wczoraj dopakowałam w ostatniej chwili do walizki i wyszłam.
- Co jemy? - Wepchnęłam się Dawidowi na kolana i szybko go pocałowałam. - Chociaż... w sumie nie jestem głodna - pocałowałam go jeszcze raz. - Wolę robić coś innego.
- Ale żeby testować swojego faceta musisz mieć siłę. 
- Zróbmy małą roszadę - podniosłam się, a on ze mną. - Dłonie oparł na moich biodrach. Patrzył mi w oczy przez chwilę. 
- Dobrze wiesz, że się zgadzam. 




















____________________________________
Przepraszam za te wszystkie opóźnienia. Jestem w trakcie wielkiego sajgonu i nie bardzo jeszcze kontaktuję, ale poprawię się.
Część pierwsza podróży poślubnej państwa Dryja :) cholera, nie sądziłam, że kiedyś tak napiszę. Jak widać wszystko się może zdarzyć.
Do usłyszenia i do następnego :*

niedziela, 13 listopada 2016

Trzydziesta dziewiąta gwiazda spada na ziemię... i buduje przyszłość

Jest wieczór. 26 sierpnia. Właśnie leżę na łóżku w swoim dawnym pokoju. Dom Ignaczaków. Już dzisiaj się tu znalazłam, żeby nie zrywać mnie wcześnie rano w sobotę i nie wieźć od Dawida. I tak. Jestem bez niego. Denerwuję się tak bardzo, że nie mogę zasnąć. Udawałam już dwa razy, kiedy Iwona sprawdzała, czy zasnęłam. Teraz słyszałam, że sama poszła spać. Jak reszta rodziny. 
Leżę i leżę i nic się nie dzieje. Aż nagle ktoś puka w moje okno. 
Przeraziłam się. Pokój na parterze, nisko w miarę do ziemi, ale zgaszone światło do diabła. 
Mimo strachu podeszłam tam i postanowiłam zajrzeć. Uśmiechnęłam się szeroko na widok mojego faceta. Otworzyłam je po cichu.
- Co ty tutaj robisz, co? - Szepnęłam. 
- Czemu nie śpisz przed jutrem? 
- A ty?
- Bo nie mogę. I postanowiłem pójść bliżej ciebie.
- Jesteś nienormalny - uśmiechnęłam się. - Chodź zanim ktoś cię zobaczy. 
Wszedł do środka i od razu mocno mnie przytulił. 
- Masz wartę obok drzwi?
- Już nie. Wszyscy śpią. Chcesz ze mną zostać? 
- Z takim zamiarem tu przyszedłem. Zmyję się nad ranem. 

Położyliśmy się razem na łóżku i tylko przez chwilę rozmawialiśmy. Potem oboje zasnęliśmy. Na chwilę. Około czwartej nad ranem przebudziłam się znowu. Dryja też już nie spał. 
- To dzisiaj - powiedział. - Dzisiaj zostaniesz moją żoną. 
- Denerwuję się. 
- To tylko ja - zaśmiał się. 
- Aż ty. 
Pożegnałam się z nim niechętnie, ale przecież nikt nie mógł się dowiedzieć o jego wizycie tutaj. Od piątej rano znowu zostałam sama. 
Jeszcze wczoraj spotykałam się z rodzicami Dawida i moimi, uśmiechałam się. Teraz, jedyne czego chciałam, to przewinąć film do popołudnia, kiedy część oficjalna dawno się skończy. 

- I jak tam moja gwiazda? -Iwona szczęśliwa weszła do mojego pokoju około ósmej rano. 
- Źle. Chyba zaraz ucieknę na drugi koniec świata. 
- Rozmyśliłaś się? Nie, to nie to. Denerwujesz się, jakbyś na śmierć szła! Uśmiechnij się wreszcie! Wychodzisz za mąż! Facet cię kocha! Wszystko będzie idealnie! Trzeba zacząć się przygotowywać. 
- Mogę chociaż zadzwonić do Dawida? 
- Ok. Ale macie pięć minut, bo lada moment będzie tu Ola. 
Wyszła, kiedy trzymałam telefon przy uchu.
- Cześć Tosia - po drugiej stronie usłyszałam głos Piotrka Nowakowskiego. - Wiedziałem, że i u was się doczekam. Jak tam?
- Cześć Piotrek. Jestem chyba cała zielona. Nie wiem, nie widziałam się jeszcze w lustrze. Masz gdzieś mojego faceta?
- Zaraz z nim pogadasz, tylko niech wyjdzie spod prysznica. W sumie już jest. Ale uwaga. Mało czasu. Iwona z Olą zrobiły nam grafik. 
- Tośka? Co tam? - Teraz usłyszałam Dawida. 
- Znowu się denerwuję.
- Ja też - przyznał. - Ale się nie rozmyśliłaś, nie?
- Jasne, że nie! 
- Jeszcze trzy godziny i się widzimy. 
- A potem już tak codziennie - uśmiechnęłam się lekko. - Ktoś tu do mnie idzie. Pewnie Iw nakrzyczeć za to, że pięć minut na rozmowę minęło. 
- Tylko bądź gotowa.
- To masz jak w banku.
Naprawdę spodziewałam się Iwony, ale zamiast niej przyszedł Krzysiek. 
- Skorzystałem z okazji i wmówiłem Iwonie, że sukienka Domi jest ubrudzona. Poszła sprawdzać i prasować wszystko jeszcze raz. 
- Geniusz - zaczęłam się śmiać. 
- Masz stracha, nie?
- I to bardzo. 
- Nie pocieszę cię, bo też go mam. Ale zrobiłem gofry - wyciągnął rękę z talerzem, na którym leżały dwa nasze dania. Musimy to szybko zjeść, bo jak nas moja żona zobaczy... 
- To zginiemy, ale będzie warto. 
Usiedliśmy na podłodze i z szerokimi uśmiechami zaczęliśmy jeść. 
- Co cię gryzie? - Spytałam po chwili. 
- To, co zawsze. Czy będziesz szczęśliwa, czy Dryja będzie się tobą opiekował. Nic nie wskazuje na to, że będzie inaczej, ale kto to może wiedzieć. 
- Jak mam dzisiaj błyszczeć, skoro tak się denerwuję? Ręce mi się trzęsą. 
- Założysz tę kieckę i powinnaś się poczuć jak księżniczka. Znam twojego chłopa i wiem, że jak cię w niej zobaczy, to łap nie będzie trzymał tak, żebym widział - zaśmialiśmy się głośno. 
- Wiedziałam, że przyjdzie do ciebie z goframi - małżonka Ignaczaka stała w drzwiach i się nam przyglądała. - Dobrze zrobił. Trochę cukru ci się przyda z rana. Ola już prawie do nas dotarła. Za chwilę zaczynamy działanie. 
- Też za chwilę jadę do twojego. Będę pilnował, jak im idzie. 

Ola nie spóźniła się do nas ani o minutę. Kiedy one przygotowywały wszystko potrzebne do makijażu, buty i pokrowiec z moim cudem, ja poszłam wziąć naprawdę szybki i zimny prysznic. Obudziłam się na chwilę. 
We dwie bardzo szybko zrobiły mi makijaż, dbając o to, by nie zrobić mi drugiej twarzy. Miało być naturalnie i delikatnie. Na moją prośbę. 
Fryzjerka też się nie spóźniła. Upięła moje włosy od razu wpinając w nie spinki i welon. 
- Piotrek mówi, że za jakieś pół godziny tutaj będą razem z waszymi rodzicami. To chyba pora na przebranie się - poszła po pokrowiec z moją suknią
W miarę sprawnie poszło zakładanie jej, więc pozostało mi tylko czekać. Nim się obejrzałam, auto z chłopakami trąbiło na podjeździe. Cała trójka, wraz z rodzicami wsypała się do domu.

- Tośka! - Krzysiek wpadł po schodach na górę. - O kurde.
- Poczułam się trochę, jak księżniczka. 
- I to nie byle jaka - uśmiechnął się. - Dawid też predyspozycje na księcia ma. Zresztą, chodź. Sama ocenisz. - Wyszliśmy z mojego pokoju. - Dawid! Twoja przyszła żona idzie! 
- No nareszcie! - Usłyszałam, że się zbliża, a za nim wszyscy. 
Krzysiek zniknął na górze, nim zdążyłam zobaczyć mojego narzeczonego. 
- O mój Boże - usłyszałam moją mamę. - Jak ci w niej pięknie! 
- A przyszłemu mężowi się podoba? - Iwona stanęła obok mnie. 
- I to jeszcze jak - uśmiechnął się. 
- Dawać młodych do wspólnego zdjęcia! Ale już! - Ignaczak wrócił ze swoim sprzętem cyfrowym. I na jednym zdjęciu się nie skończyło. Nagrał nawet filmik, jak oboje wychodzimy z domu i wsiadamy do auta, mając już jechać do kościoła. 

- Bajecznie wyglądasz, Tośka - mój przyszły mąż powiedział mi na ucho. 
- A ty trochę, jak książę z "Kopciuszka". 
- Z tym, że ja swojej partnerki bym nie musiał szukać po całym mieście. 


Wielkie  śmieszkowanie w kościele też było. Najpierw Fabian z Moniką, który przewrócił stojak z kwiatami. Może wszyscy przestaliby się na niego patrzeć, gdyby nie głośny śmiech Moniki. Zaraźliwy, bo jak ksiądz huknął nim do mikrofonu, tak poszli wszyscy. 
- Dobrze, pośmialiśmy się, to teraz chyba pora na to, żeby przejść dalej. 
- A ja przepraszam - Fabian powiedział głośno. 
- Nagrało się! - Odkrzyknął Igła. 

Potem byliśmy my. Z dodanymi zdaniami do przysięgi. 
- Czy bierzesz ją sobie za żonę? 
- Jak najbardziej - Dawid patrzył na mnie zmrużonymi oczami. - Ale jej niech ksiądz nie pyta, bo zaraz się rozmyśli. 
- Wieki ci nie dam spokoju!
- Niech go panienka nie straszy. To ma być piękny dzień. 
I znowu jeden, wielki ryk. 
- Ale mnie się to podoba! 
- Już i tak wszystko się pomieszało - ksiądz westchnął do mikrofonu. - Ogłaszam was mężem i żoną. 
- Ha! Teraz mi nie uciekniesz! - Oczy Dawida rozbłysły.
- Oficjalnie mogę cię terroryzować - przyciągnęłam go bliżej siebie. 
ten pocałunek był... taki, jakiego nikt nie powinien zobaczyć. A jak na złość wszyscy go widzieli.
- Ja ich tak całować się nie uczyłem - Ignaczak powiedział to na swoją obronę. 

- Tośka, masz moje nazwisko wreszcie - w drodze na miejsce naszej imprezy opierałam się o ramię mojego jeszcze szczęśliwego męża. 
- Biurokracja ci powie, że jeszcze nie.
- Nie obchodzi mnie, co mówią oni. Jesteś już moja. 
- A ty mój?
- Tylko - zaśmiał się. 
- Podoba mi się. 
Gdy dotarliśmy na miejsce, wysypała się do nas bardzo długa kolejka z gratulacjami i innymi miłymi słowami. Każdy chciał nam  życzyć jak najwięcej szczęścia. 
Potem ktoś wepchnął nas oboje do przodu. To był czas na pierwszy taniec. 
Wybraliśmy piosenkę Lady Pank "Mój świat bez Ciebie". Wybór był jednogłośny i niepodważalny. Żeby było trudnej, na parkiet Dawid musiał wnieść mnie i tę sukienkę na rękach. Ale podniósł mnie do góry, jakbym nic nie ważyła. 
Chwycił mnie mocno i pewnie, uśmiechając się szeroko. Poczułam się tak, jakbym była z nim właśnie na pierwszej randce. Wtedy też zapraszał mnie do tańca i tak samo, jak wtedy, gdy mnie dotknął po moim ciele przebiegł przyjemny dreszcz. 

Po naszym tańcu inni goście też wysypali się do wspólnej zabawy. 
Łącznie wytrzymaliśmy w tłumie godzinę. Po jej upływie oboje wyszliśmy z tłumu i szliśmy dalej, gdzie bylibyśmy tylko my. 
- Jesteś pewna tego, co zrobiliśmy? - Patrzył mi w oczy. 
- Tak - odparłam. - Jest magicznie. 
- Jesteśmy u siebie na weselu.
- I zwiewacie od nas - Ignaczakowie nas znaleźli. - Pogadamy chwilę? - Igła i jego żona do nas podeszli. 
- Pewnie - złapałam Dryję za rękę. 
- Możecie na nas liczyć - zaczęła Iwona. - Gdybyście chcieli o cokolwiek pytać, przychodźcie do nas śmiało. Zawsze chętnie wam pomożemy, jak będziemy mogli. 
- Będziemy pamiętać  - uśmiechnęłam się.
- Ech, jestem stary i muszę was wyściskać. Cieszę się, że wam się udało - Krzysiek uściskał mocno najpierw mnie, potem Dawida. - Jeżeli ktoś ma się nią opiekować najlepiej, jak się da, to tylko ty - powiedział do mojego męża. - Witaj w rodzinie już oficjalnie. 



Znowu zniknęliśmy. Swoją drogą bardzo go dużo, jak na sam początek imprezy. Tym razem tylko my i fotograf, który zabiera nas na sesję. 
- Nie uwierzysz, Tosia, ale już mnie pytali o dzieci - roześmiał się Dryja.
- Pewnie jakaś twoja albo moja ciotka. 
- Dokładnie moja. 
- Co powiedziałeś?
- Żeby się nie martwiła, bo ród nie zginie. 
- W jakiej liczebności? - Teraz ja się zaczęłam śmiać. 
- W jak największej - przystanął razem ze mną. Szliśmy właśnie przez park za fotografem, szukając dobrego miejsca na robienie zdjęć. Później wybieramy się na Podpromie.
- Nie żartujesz - wywróciłam oczami. - Zgadzam się, pod warunkiem, że sam będziesz każde z nich rodził. 
- Nie myśl, że na jednym skończymy - wyszczerzył się. - Nasze połączenie może zbawić świat.

Wróciliśmy na nasze wesele i od tego momentu całkowicie poświęciliśmy uwagę wszystkim. 
Tańczyłam z wieloma osobami. Najtrudniej było z Damianem Wojtaszkiem. Chłopak nie do pobicia. Przy nim nie ma powolnego tańca. Aż nie mogłam złapać tchu. 
Dawid tańcząc, przyglądał mi się z uśmiechem. Tak, widziałam, bo patrzyłam na niego tak samo "ukradkiem", jak on na mnie. 

- Czy mogę prosić? - Jochen łamaną polszczyzną właśnie poprosił mnie do tańca. Zgodziłam się. 
- Jak zabawa? - Zapytałam też po polsku. - Ale jeżeli chcesz, to możemy rozmawiać po niemiecku - dodałam w jego ojczystym języku.
- Jeżeli to nie jest problem dla ciebie - uśmiechnął się. - Jeszcze jest ciężko.
- Dobrze ci idzie.
- Zabawa wspaniała. Cieszę się, że wam się udało. Tworzycie naprawdę wspaniałą parę. 
- Dziękujemy, naprawdę się staramy. 
- Życzę wam szczęścia.
Zamilkliśmy na chwilę. 
- Jak znaleźliście takie miejsce?
- Musiałbyś Krzyśka pytać. On ma takie znajomości.
- Mieszkam kilka lat w Rzeszowie, ale takiego miejsca nie widziałem. 
- Przyznaję, że ja też nie - zaśmiałam się. - Pewnie wcale nie było łatwo go znaleźć. 

Reszta piosenki szybko zleciała. Na koniec życzyłam nowemu kapitanowi dobrej zabawy. Długo jednak sama nie byłam. Podszedł do mnie Krzysiek. 
- To co? Zatańczysz z wujaszkiem?
- Pewnie! - Zaśmiałam się. - Ale zanim to zrobię, to chcę ci podziękować. Za to miejsce i ogólnie za pomoc - uściskałam go.
- Nie ma za co, Tosiula. 
- Mogę cię o coś zapytać? 
- O co chcesz. 
- Dawid bardzo się zmienił po tym, jak się poznaliśmy?
- Bardzo. Zrobiłaś w nim całościowy przewrót. No, ale on ciebie też zmienił. Uśmiechy, ta mina, kiedy się do ciebie odezwał, zadzwonił. I te konspiracje z moją żoną. To ci wyszło najlepiej. 
- Przestań! Wkurzałeś mnie pytaniami o to, co jest między nami. Teraz mi powiedz, gdzie ukryłeś bilety.
- W poduszce u ciebie... to znaczy w twoim dawnym pokoju. 
- Jesteś genialny - zaśmiałam się. 
- Dawid naprawdę nie wie, dokąd się wybieracie? 
- Nie. wiesz ty i ja. 
- Dobry wieczór, chciałbym odzyskać żonę - obok nas pojawił się Dryja. - Mogę? 
- Ależ proszę - Ignaczak się uśmiechnął. - Znikam.  
- Nie miałem na kogo patrzeć, jak trochę zniknęłaś mi z pola widzenia. 
- Myślisz, że ktoś by zauważył, gdybyśmy nagle zniknęli? 
- Niestety tak. Miałem w planie cię uprowadzić i pozwolić ci mnie wykorzystać, ale jesteśmy za bardzo w centrum uwagi. 
- No to chyba musimy poczekać do naszego wyjazdu. 
- Poczekam ile będzie trzeba, albo kogoś pobiję - zaśmiał się.  - A potem zajmę się tobą. 
- Romantyk - westchnęłam ze śmiechem. 

Poszliśmy usiąść. Nasi rodzice w komplecie siedzieli przy stole i patrzyli na nas, jak do nich idziemy. 
- Jacy oni są cudowni - zachwycała się moja mama. Wywróciłam oczami. 
- Chciałabym, żeby byli szczęśliwi, tak jak dziś przez całe życie. 
- Będą! - Mój teść odpowiedział swojej żonie. - Dawid tak się w Tosi zadurzył, że świata poza nią nie zobaczy.
- Teraz już wiesz - mój mąż spojrzał na mnie z uśmiechem. 

























__________________________________
Wesele część pierwsza wita! I ja też witam serdecznie. Czuję się tak, jakbym pisała zupełnie nową historię! To niesamowite.
Kochani, zróbcie hałas.
Chcę widzieć choć słowo od każdego, kto zagląda! To mnie niebywale motywuje! I dziękuję Wam, że już jesteście. Kocham Was :*
Buziaki i do następnego! :*